Kontakt: feliks39@o2.pl  
Feliks Trusiewicz
 książki, które napisał

ROK 2010

Rok 2010 zapisał się w moim życiu w ważne osobiste i i rodzinne wydarzenia. Podjąłem mianowicie trzy odważne (z uwagi na mój wiek) wyzwania:
1. Odwiedzenie grobu w Obórkach na Wołyniu.
2. Rozpoczęcie nowego opracowania wspomnieniowego, które w swojej treści nawiąże do pierwszej części Pokolenia i stanowić będzie trzecią część w cyklu tych wspomnień.
3. Podróż do Filadelfii, gdzie miałem zaszczyt być zaproszony do wzięcia udziału w uroczystym jubileuszu stulecia urodzin seniorki rodu Trusiewiczów – Jani Trusiewicz-Korneluk.


Odnosząc się w kolejności do poszczególnych punktów, przytaczam moje sprawozdanie z odbytej pielgrzymki do grobu w Obórkach. Na kolejnych podstronach będę z czasem zamieszczał opisy kolejnych swoich wypraw.


Relacja z podróży na Wołyń w roku 2010


Dnia 2 czerwca 2010 roku w towarzystwie moich synów -- Ryszarda i Andrzeja oraz wnuczki Ani, samochodem wyruszyłem na Wołyń w celu odwiedzenia zbiorowego grobu wymordowanej rodziny w Obórkach. Była to już czwarta nasza pielgrzymka do tego grobu.
Zatrzymaliśmy się w hotelu w Łucku, skąd na drugi dzień wyruszyliśmy do wsi Rudniki oddalonej od Łucka 50 km. W kierunku południowym od tej wsi, w głębokim lesie leżała kiedyś moja rodzinna miejscowość -- kol. Obórki, spacyfikowana przez policję ukraińską w listopadzie 1942 roku. Wymordowano wtedy wszystkich mieszkańców tego osiedla -- 10 rodzin. Ja wówczas cudem ocalałem. Po wymordowaniu mieszkańców Obórek budynki spalono. W miarę upływu lat, otaczający Obórki las, samoistnie rozrastał się i z czasem pochłonął cały teren byłej kolonii w yniku czego mamy tam teraz gęsty dziki las wśród którego można spotkać: jakąś starą gruszę, pozostałą po licznych tu kiedyś sadach, fragmenty bzów, ślad po zarośniętym szuwarami stawie... Pozostał też wielki potężny dąb, który znajduje się w środku byłego osiedla. Są to relikty z tamtych czasów, świadkowie tragicznego końca osiedla. Obecnie służą jako punkty orientacyjne w poszukiwaniu miejsc po domach kolonii.
Wśród tego dzikiego lasu, w trudnodostępnych chaszczach, leży opuszczona mogiła mieszkańców byłego osiedla. Ja i moja rodzina odwiedziliśmy tę mogiłę kolejno: w 1990 roku, w 1991 roku oraz w 2002 roku. Każdorazowo porządkowaliśmy to miejsce , ogrodziliśmy i postawiliśmy drewniany krzyż z odpowiednią tablicą informującą, że spoczywają tu mieszkańcy polskiej kol. Obórki, wymordowani przez Niemców i policję ukraińską 13 listopada 1942 roku. Przy każdym odwiedzeniu grobu widzieliśmy, że nikt z mieszkańców sąsiedniej ukraińskiej wsi Rudniki nie interesuje się nim, zawsze zastaliśmy go w stanie kompletnego opuszczenia - zarośnięty krzakami i zielskiem. Inaczej było przy czwartym, obecnym odwiedzeniu grobu. Ku naszemu zdumieniu zastaliśmy to miejsce uporządkowane i ogrodzone. Obok trzech krzyży, w kolejnych odwiedzinach przez nas postawionych, a obecnie będących już w stanie szczątkowym, zastaliśmy duży dębowy heblowany i pięknie wystylizowany krzyż, a na nim tablica przeniesiona ze starego krzyża. Kto to zrobił, nie wiemy ale jesteśmy przekonani, że to dzieło Ukraińców, mieszkańców wsi Rudniki. Ten wspaniały akt solidarności z nami, życzliwości i szacunku dla ofiar spoczywających w tej mogile, wzruszył nas i obudził uczucie wdzięczności. Obok tych krzyży postawiliśmy nowy, stalowy przywieziony przez nas.
Zamiarem naszym było zaproszenie do Obórek księdza z kościoła katedralnego w Łucku. Było to jednak niemożliwe z uwagi na święto Bożego Ciała, które właśnie wypadło w tym dniu – 3 czerwca. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się na poproszenie duchownego prawosławnego, Batiuszkę Jarosława Masiniuka z Rudnik, który chętnie zgodził się poświęcić grób w Obórkach i odprawić modły za zmarłych według liturgii prawosławnej . Taką decyzję podjęliśmy świadomi tego, że prawosławie jest religią chrześcijańską, bardzo bliską naszemu katolicyzmowi. Także z uwagi na to, że w mogile tej spoczywają szczątki zamordowanych osób pochodzenia ukraińskiego. Jest to niewiasta w wieku 30 lat i dziewczynka w wieku około 10 lat. (według Ukraińców z Rudnik pamiętających to tragiczne wydarzenie, grób ten kryje też szczątki Żydów ukrywanych przez obórczan) Nie bez znaczenia dla naszej decyzji był fakt, że poprzednik batiuszki Jarosława -- batiuszka Szemetiło, w roku 1943, za słowa potępienia mordów na ludności polskiej, został zamordowany przez nacjonalistów ukraińskich. Takich przykładów przyjaznego stosunku do ludności polskiej w Rudnikach było wiele. Wymienię tu dwa. Tak zwany „ Ślepy Wasyl” -- rudnicki Ukrainiec, z narażeniem własnego życia, przez wiele miesięcy ukrywał pięcioosobową rodzinę polską, Bolesława Trusiewicza, swojego sąsiada. Dzięki Wasylowi, rodzina ta doczekała się przyjścia armii sowieckiej i została uratowana. Drugim przykładem przyjaźni do Polaków była rodzina Danyły Czerniaka. W czasie pacyfikacji Obórek, Lisoweta -- żona Danyły, usiłowała uchronić od śmierci moją mamę – Helenę, przetrzymywaną w domu Czerniaków przez policję ukraińską.Helena wiedząc że wszyscy mieszkańcy Obórek zostali wymordowani, zrezygnowana i kompletnie załamana, nie skorzystała z tej możliwości ratowania życia.
Na oddzielne podziękowanie z naszej strony zasługuje Dymitro Marczuk, do którego w pierwszym rzędzie, jako starosty wsi Rudniki zwróciliśmy się z prośbą o pomoc w zorganizowaniu konnego transportu do miejsca grobu gdyż dojazd tam samochodem z uwagi na las, gęste zarośla i bagna jest niemożliwy. Spotkaliśmy się z niezwykłą życzliwością. Dymitry niezwłocznie dał do naszej dyspozycji swój pojazd konny i osobiście zawiózł nas i batiuszkę Jarosława do grobu w Obórkach.
Po naszym powrocie do Rudnik, gospodyni -- żona Dymitra, zaprosiła nas na wspaniały obiad i dała nam w prezencie słój zakonserwowanej słoniny, która jest przysmakiem wołyńskich Ukraińców ale również moim. Delektuję się tą słoniną odczuwając zapach mojej ziemi ojczystej – Wołynia.
Po obiedzie, przed domem Dymitra długo jeszcze prowadziliśmy rozmowę z mieszkańcami Rudnik. Później zwiedziliśmy piękną rudnicką cerkiew i w powrotnej drodze do hotelu w Łucku, odwiedziliśmy miasteczko Kołki gdzie przypadkowo spotkaliśmy bardzo sympatycznych ludzi – Pana Jerzego Maracza i jego małżonkę. Wkrótce po powrocie z Wołynia otrzymałem od pana Maracza bardzo długi miły list. Pan Maracz jest Ukraińcem ale doskonale mówi i pisze po polsku. I nic dziwnego, Pan Jerzy od władz polskich otrzymał zaszczytne wyróżnienie -- zasłużonego dla kultury polskiej. Widzę już, że między nami powstanie długa nić korespondencyjna.
Tego samego dnia, po powrocie do Łucka, udaliśmy się do katedry na wieczorne nabożeństwo, a po nim, zamówiliśmy mszę św. w intencji wymordowanych mieszkańców Obórek. Msza ta, miała być odprawiona 4 czerwca, czyli w następnym dniu ale my nie mogliśmy w niej uczestniczyć, gdyż we wczesnych godzinach porannych musieliśmy wyruszyć w powrotną drogę do Wrocławia.
Mieliśmy przed sobą długą, niepewną podróż, gdyż otrzymaliśmy informację o grożącej powodzi na trasie naszego przejazdu. Szczęśliwie zdążyliśmy przejechać zagrożone tereny i wieczorem, 4 czerwca, byliśmy w domu.



Wyprawa do USA (prolog) - POKOLENIE część III


Rozwijając drugi punkt w moich przedsięwzięciach, dotyczący nowej książki, wyjaśniam, że będzie to uzupełnienie wydanego już Pokolenia część pierwsza, które w swojej treści jest epizodycznym przykładem dziejów i tragedii ludności polskiej na Wołyniu, gdzie historia naszego rodu jest wpisana w społeczno-polityczne i wojenne koleje losu tego regionu Polski.
To szersze rozwinięcie treści Pokolenia, ograniczyło bardziej szczegółowe skupienie się nad opisem samego osiedla Obórki i poszczególnych żyjących tam osób. Czując w tym pewnego rodzaju niedosyt, podjąłem próbę rozszerzenia tematyki rodzinnej zawartej w Pokoleniu o dalsze szczegóły zapisane w mojej pamięci. Pomoc w tej materii deklaruje żyjąca w Filadelfii, była mieszkanka Obórek, moja kuzynka Janina (Jania) Korneluk, która urodziła się w roku 1910 i bardzo dobrze pamięta nasze osiedle. Jania pomimo swego podeszłego wieku jest obdarzona doskonałą pamięcią, z łatwością i barwnie potrafi artykułować swoje myśli oraz zapamiętane szczegóły. Utrzymuję z nią kontakt listowy, telefoniczny i ostatnio, internetowy za pośrednictwem skype’a. Drugą Osobą, deklarującą swoją pomoc jest córka Jani, współautorka Pokolenia, Krystyna Korneluk- Eliasz. Krysia, chociaż należy do pokolenia późniejszego i pochodzi z Klewania, Obórki pamięta gdyż jako dziecko często odwiedzała tam mieszkającą swoją babcię, Franciszkę. Poza tym, Krysia jest płomienną zwolenniczką pielęgnowania pamiątek i legend rodzinnych. Potrafi rozniecić zainteresowanie i chęć do opracowań w tym temacie. Doświadczyłem tego osobiście.



Wyprawa do USA


Nową książkę rozpocząłem pisać we Wrocławiu, uzgadniając telefonicznie, lub za pomocą internetu, niektóre szczegóły z Janią i jej córką, Krysią. Jednak możliwość generalnej korekty i uzupełnienia napisanego już w dużej mierze opracowania wymagało bezpośredniego spotkania z moimi drogimi respondentkami. Nie czekałem długo. Zbliżał się jubileusz urodzin Jani. Nasza jubilatka kończyła sto lat życia. Miałem zaszczyt być zaproszony na tę rodzinną uroczystość i przybyłem do Filadelfii 30-go września 2010 roku. Oprócz wzruszeń, jakie towarzyszą przy takim spotkaniu, ogromnie mile byłem zaskoczony kondycją Jani. Pomimo tak poważnego wieku zachowała sprawność fizyczną . Samodzielnie poruszała się po swoim domu i chociaż była otoczona troskliwą opieką rodziny, a zwłaszcza Krysi, z którą mieszkała, zawsze starała się i była w stanie, samodzielnie się ubrać lub pościelić łóżko, a nawet mimo protestów Krysi, starała się jej pomóc, np. w pracy kuchennej, czy wyłączaniu zbytecznie świecących żarówek. Jej intelekt i sprawna kondycja umysłowa, a przede wszystkim doskonała pamięć, była mi znana z korespondencji listowej i rozmów telefonicznych między nami, ale teraz, przy bezpośrednim spotkaniu, doznałem autentycznej fascynacji jej przemiłą osobowością – poczuciem humoru, pogodą ducha i życiowym optymizmem. Rzec można, iż nasza droga Jania—Czcigodna Seniorka, jest fenomenem ducha i witalności rodu Trusiewiczów.

Bogata miejscowość, Gladwyn, koło Filadelfii jest położona na terenie wysokim o pofałdowanej rzeźbie. Piękne ,duże domy, rzadko rozrzucone na swoich obszernych posesjach, dosłownie toną w bogactwie zieleni. Dużo tam różnych egzotycznych drzew, krzewów, pielęgnowanych łąk i trawników, oraz przestrzeni leśnych, gdzie dziko żyją sarny i jelenie. Poprzez ten malowniczy teren wije się gładka asfaltowa droga i dukty dojazdowe do poszczególnych posesji. Jednym z nich dojeżdżamy do domu stojącego na skarpie wzniesienia, który z uwagi na jego urok i okazałość, chciałoby się nazwać po staropolsku – --„Kasztelańskim Dworem”. W otoczeniu zieleni egzotycznych krzewów i wielkich drzew, widzimy obiekt o oryginalnej, nowoczesnej architekturze, jakby wkomponowany w tło tego osobliwego krajobrazu. Frontal – elewację tego trzykondygnacjowego domu wykonaną z cegły o odcieniu ciemnoczerwonym, pokrywają zielone, iglaste pnącza, aż do wielospadowego, ciemnego koloru dachu.
Jest to posiadłość Tereski Korneluk-Reilly i Jej męża Michael. Wewnątrz dom posiada sześć sypialni z łazienkami i jedną „jacuzzi”, obszerny, wysoki na dwa piętra hol o szklanych ścianach, zwany „ atrium”. W dniu dziesiątego października 2010 roku, w holu tym odbyła się jubileuszowa uroczystość stulecia urodzin Jani Trusiewicz- Korneluk.
Nasza Jubilatka uśmiechnięta siedziała w holu w otoczeniu najbliższej rodziny i przy delikatnych dźwiękach harfy, witała nadchodzących gości. Z całą swobodą udzieliła mądrego wywiadu obecnej na sali redaktorce radia . Spokojnie, bez wyrazu emocji, z uśmiechem i pogodą jej dobrej twarzy, pozowała do skierowanych na jej Osobę licznych kamer i aparatów fotograficznych. W tym czasie specjalnie zaangażowana ekipa z restauracji serwowała gościom wykwintny koktajl. Gdy sala była pełna zaproszonych gości, córka Jani, Tereska (Renia) powitała przybyłych i kierując wzrok na Mamę, podkreśliła rangę tego wielkiego rodzinnego wydarzenia. Następnie w podobny sposób przemówił syn Jubilatki , Leszek Korneluk. Ja również doznałem tego zaszczytnego wyróżnienia—miałem honor przemówić na cześć jubilatki, wręczyć Jej kwiaty i złożyć życzenia od całej mojej rodziny w Polsce. Później goście zasiedli do stołów i spożyli obiad. Poczym nastąpiła kulminacja spotkania. Na salę wniesiono ogromny tort ze świeczkami i gromko zabrzmiało „Happy Birthdaj to You !...” Następnie ktoś zaintonował i odśpiewano tradycyjne, polskie, ale nie sto, lecz „dwieście lat”. Pierwsze nacięcie tortu rozpoczęła Jubilatka, a następnie, do podanej kawy,rozdzielono tort pomiędzy gości. Duże zainteresowanie wzbudziła zainstalowana w holu kolekcja archiwalnych zdjęć, które ilustrowały koleje życia Jubilatki i członków jej rodziny, sięgające od lat dziecięcych do dni dzisiejszych.
Ta imponująca swoim bogactwem i serdecznym wyrazem impreza, poświęcona czci i wdzięczności Matce, Babci i Prababci—Jani Korneluk, była wzruszającym świadectwem miłości rodzinnej i więzi pokoleniowej jubilatki, a dla mnie i wielu z nas, głębokim, niezapomnianym przeżyciem. Impreza miała też akcent patriotyczny. W centralnym miejscu holu, obok flagi amerykańskiej, dumnie zwisała nasza – biało-czerwona.
Licząc od czasu mojego przyjazdu, do dnia planowanego powrotu do kraju, miałem perspektywę przebywania w towarzystwie Jani około trzech miesięcy. Był to czas, który można było wykorzystać na korektę napisanego już tekstu i rozwinięcia go o następne wątki. Warunki ku temu były doskonałe, gdyż mieszkałem u Jani i Krysi. Obie mogły wnieść do tekstu dużo nowych faktów i pomóc w korekcie. Jania od pierwszego dnia naszego spotkania, w rozmowie ze mną, ciągle nawiązywała do wspomnień o Obórkach. Uważnie przeczytaliśmy już rozpoczęty tekst i dokonaliśmy korekt. Doszły nowe wątki i stopniowo powstawał plan dalszego kontynuowania wspomnień. Miałem nadzieję, że do końca mojego planowanego pobytu w Filadelfii , a pozostał mi jeszcze cały miesiąc, zdołamy zakończyć historię Obórek z okresu międzywojennego.. Niestety, los zdecydował inaczej. Pięknego, cichego poranka, dnia 30 listopada, Anno Domini 2010, serce naszej ukochanej Jani, po stu latach i dwóch miesiącach pracy, przestało bić. Niespodziewanie i cicho wypaliła się najdłużej gorejąca świeca naszego rodu. Jeszcze w przeddzień śmierci dyskutowała z nami, przy stole spożywała kolację, oglądała telewizję... W oczach mamy jej pełną wyrazu twarz gdy przed kilku dniami z pamięci recytowała długie polskie i ukraińskie ballady, wykonane przez nią , z ekspresją i autentycznym kunsztem aktorskim, nabytym chyba ongiś, w Obórkach, pod artystycznym kierownictwem pani Jabłońskiej. Wszystko to zachowała jej fenomenalna pamięć, a wrodzony talent pozwolił na piękną kreację. Śmierć jej pogrążyła w smutku najbliższą rodzinę i krewnych oraz szeroki krąg przyjaciół i znajomych. Jania w swoim środowisku cieszyła się dużą popularnością, tak z powodu Jej ujmującej osobowości, jak też dzięki popularności Jej dzieci, wyróżniających się wśród tutejszej Polonii profesjonalnością zawodową. Wyrazem tej popularności było bardzo dużo ludzi oddających hołd zmarłej w domu pogrzebowym i uczestniczących w pogrzebie, który odbył się w Częstochowie amerykańskiej. Śp. Jania spoczęła obok grobu Jej męża, Leonarda, brata Stanisława i siostry Jadwigi.
Nie dokończyłem rozmów z Janią o naszym rodzinnym gnieździe – Obórkach.
Według naszych planów tytuł opracowania miał brzmieć -- Rozmowy z Janią , teraz zastanawiamy się z Krysią, czy nie zmienić tytuł na Niedokończone rozmowy z Janią.

Poniżej prezentuję zdjęcia z mego ostatniego pobytu wśród moich kuzynów i przyjaciół w Filadelfii



1      2      3     

                    1                                      2                                            3


4      5      6     

                    4                                      5                                            6


7      8      9     

                    7                                      8                                            9


11      12      13     

                    10                                      11                                            12


14

                                                                 13


1) Jubileusz 100-lecia Jani Korneluk 10 X 2010 r. Filadelfia
Od lewej: Jubilatka - Jania Korneluk, Krysia Eliasz, Feliks Trusiewicz

2) Jubileusz
Od lewej: Mania Trocka, Jania Korneluk, Krysia Eliasz, Felikis Trusiewicz

3) Jubileusz
Od lewej: Leszek Korneluk, Jania Korneluk, Feliks Trusiewicz, Krysia Eliasz, Renia Reilly

4) Urodziny Feliksa Trusiewicza 19 XI 2010 r.
Od lewej: Jania Korneluk, Feliks Trusiewicz, Krysia Eliasz

5) W październiku 2010 r.
Od lewej: Rysio Eliasz, Jania Korneluk, Feliks Trusiewicz

6) Październik 2010 r.
Na zdjęciu Renia i Michael Reilly

7) Listopad 2010 r.
Od lewej: Rysio i Wiesio Eliaszowie

8) Październik 2010 r.
Od lewej: Susan i Joe Finley

9) Październik 2010 r.
Od prawej: Mania Trocka i jej córka Susan Finley

10) Dom Susan i Joe Finley

11) Dom Wiesia Eliasza

12) Dom Reni i Michaela Reilly

13) Artystyczne fantazje Mani Trockiej
Kompozycje szkła witrażowego – rękodzieło

© Copyright Anna Trusiewicz-Adrabińska        Design by : Free Templates